Cóż to był za rok! Jestem ogromnie wdzięczna za 2019.

Cóż to był za rok! Jestem ogromnie wdzięczna za 2019.

To zdanie chyba najlepiej podsumowuje ten rok. Od bardzo dawna marzył mi się czas za granicą. Chciałam być w wiecznej podróży i trochę się to w tym roku udało. Zrozumiałam też, że nie chcę się ciągle przemieszczać. O wiele bardziej cieszy mnie bycie w nowym miejscu dłużej. Lubię poznawać je niespiesznie, bez listy miejsc do odhaczenia, dań do spróbowania.

podsumowanie 2019

Od dawna nie mam potrzeby odwiedzania wszystkich przewodnikowych punktów. Zrozumienie tego dało mi ogromną wolność i chęć podążania za tym, co akurat świat mi oferuje.

Mimo jakiegoś celu, w każdym wyjeździe o wiele łatwiej było zjeść lunch z kimś po drodze czy zboczyć z drogi.

Mój rok w Gruzji.

Monastyr

Monastyr Cminda Sameba

Od października 2018 przez rok byłam wolontariuszem w programie EVS. Mieszkałam przez rok w Gruzji, w Rustawi. W mieście oddalonym kilka kilometrów od Tbilisi, o którym mało który podróżnik słyszał. Tu również, gdy od czasu do czasu przechodziłam przez miasto z plecakiem, widziałam zaskoczenie i niedowierzanie w oczach mieszkańców.

– Zabłądziłaś? – zdawały się pytać oczy niedowiarków.

– Nie, nie, ja tu mieszkam. – To zdanie często otwierało serca gruzińskie, którym nietrudno jest się przypodobać. Cieszą się z każdej wizyty, tym bardziej obcokrajowca. Czasem ciekawi czasem podejrzliwi, zawsze chętni do pomocy. Nie zliczę ile razy otrzymałam bezinteresowaną pomoc czy zaproszenie na posiłek.

Winobranie w Gruzji

Wiele się w tym czasie nauczyłam. Nie tylko o Gruzji, również o innych narodowościach. Przez ten rok mieszkałam z Francuzami, Łotyszami i Niemcami. Miałam styczność z osobami z całego świata. Poznałam wiele historii, motywów i zdarzeń, które doprowadziły nas wszystkich w to samo miejsce. Nauczyłam się wiele o Polsce. Rozmowy o tym, jak to jest u Was, czy Wy też macie taką tradycję zmusiły mnie do refleksji i chwili zastanowienia.

Black Rock Lake

Na szlaku Black Rock Lake

Zrozumiałam jak wiele wizyta kogoś spoza Gruzji znaczy dla dzieciaków. Jak wiele od siebie nawzajem się uczymy. Wcale nie musi być to konkretna lekcja czy spotkanie. Samo dzielenie wspólnie czasu, pokazanie, my żyjemy inaczej zmienia pespektywę. Przed rozpoczęciem projektu, wydawało mi się, że jestem elastyczna i otwarta. Ten czas w Gruzji pokazał mi jak wiele nowości jeszcze przede mną.

Nowe miejsca.

Odwiedziłam niezliczoną liczbę miejsc. Czasem ktoś, podczas autostopowej podróży zatrzymywał się tylko po to, by pokazać mi jakieś miejsce. Jestem ogromnie wdzięczna za to, że miałam możliwość mieszkania przez rok w Gruzji. Że mogłam poznać tych wszystkich ludzi i przeżyć każde pojedyncze doświadczenie.

Poranne słońce w Parku Narodowym Borjomi

Ten rok to samotne wędrówki po górskich szalkach Kaukazu i wspólne autostopowanie. To supry, tradycyjne gruzińskie spotkania z toastami chwytającym za serce. To rozmowy o sytuacji politycznej w Gruzji i Rosji, to żarty z Armeńczyków i podziw dla Polaków.

Nie zawsze było kolorowo. Nie zawsze wszystko było jak na pięknym obrazku. Nauczyłam się baczniej obserwować, szukać przyczyn i akceptować to, co widzę, mimo że czasem nie rozumiem.

Nowe doświadczenia.

Ten rok to też wiele emocji. Powitań pożegnań, to czas poznawania nowych ludzi, akceptacja moich słabości, życie ze słabościami innych. To przekraczanie swoich granic, to nauka, to szukanie jednej drogi z różnych wskazówek.

Khinkali

Mój pierwszy pierożek khinkali

To negocjacje i kompromisy, to rozmowy o grafiku sprzątania, jak i o przyzwyczajeniach które mamy, to walka o to, czy pizza powinna być z majonezem, czy nie. Przygotowanie pół potrawy z mięsem, pół bez. Brak czosnku, bo ktoś nie znosi jego smaku. To wspólne rozmowy o problemach i ekonomi świata, gry planszowe wieczorami, gdy znów nie ma światła i samotny czas zabarykadowani, każdy w swoim kącie.

Witaj w domu!

Październikowe dni spędziłam w Polsce. Otrzymałam wymarzoną przeze mnie złotą jesień. Z dojrzewającymi owocami i warzywami w złocistym słońcu. Zaszyłam się w domku na wsi moich rodziców. Co dzień robiliśmy świeży sok z marchwi i jabłek zebranych z ogródka. Spacerowałam po lesie i zbierałam grzyby, które kilka dni temu mama wrzuciła do wigilijnej zupy grzybowej.

Good morning Vietnam.

Pod koniec listopada znów spakowałam plecak, by przenieść się w zupełnie nowy dla mnie rejon świata – Azję Południowo-Wschodnią. Od pierwszego grudnie jestem w Vung Tau, niewielkim jak na wietnamskie realia mieście.

Południowy Wietnam jest w tej porze roku idealny do odwiedzenia. Jest ciepło, a czasem nawet gorąco, prawie wcale nie pada. Mieszkam w hostelu. Znalazłam pracę poprzez Workaway i pomagam na recepcji w hostelu i uczę dzieciaki angielskiego w szkole.

Zachód słońca nad Morzem Południowochińskim

Bardzo dobrze się tutaj czuje. Jedzenie jest pyszne i świeże, miasto nie jest zbyt duże, do plaży mam tylko kilka minut spacerem. Podziwiam tam niesamowite zachody słońca.

Rozwój bloga.

Ten rok to również rozwój bloga. Kolejne kroki i powolne zwiększanie się statystyk. Również przez cały rok udało się co tydzień zaprosić Was do nowych treści. Z każdym kolejnym artykułem czytelników jest coraz więcej.

W roku 2019 przeczytaliście i nadal możecie, wiele o wolontariacie EVS, o tradycjach i miejscach odwiedzonych przeze mnie na Kaukazie. To również seria wpisów zatytułowana dziennik z podróży, w której co miesiąc dzieliłam się moimi uczuciami i nowościami podczas wolontariatu. 67 nowych artykułów, ten jest 68. To wiedza, doświadczenie, refleksje i historie z podróży.

Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale bardzo mi z tą myślą dobrze. Zawsze chciałam poczuć jak to jest móc w każdej chwili zmienić miejsce i być otwartym na to, co świat dla mnie przygotował.