Dlaczego wróciłam do Polski?

Do Azji pojechałam pod koniec listopada 2019 roku. Bez większego planu, bez terminowo, na co najmniej kilka miesięcy. Swoją przygode rozpoczęłam w Wietnamie.

Już drugiego dnia, zaczęłam pracować w hostelu w ramach Workaway. Pomagałam na recepcji i uczyłam angielskiego. Był to czas sielankowy, relaksujący, pełen nowych znajomości i ich historii.

Pewnego dnia zobaczyłam ogłoszenie i ciekawej pracy w branży turystycznej i zaaplikowałam. Wydawała się idealna dla mnie, po rozmowie tylko się utwierdziłam, że tak chcę spróbować i nawiązać współpracę. Były to pierwsze dni stycznia 2020 roku.

Dlaczego wróciłam do Polski

Jak koronawirus wpłynął na moje plany.

O koronawirusie niewiele się jeszcze wtedy mówiło. Zarezerwowałam bilety na najbliższy czas i zaplanowałam resztę czasu w Azji. Z Wietnamu, do Kambodży, Tajlandii i lot do domu na święta Wielkanocne.

Chwilę później zaczęły dochodzić pierwsze wzmianki i zachorowaniach w Chinach. Wietnam z racji bliskości był bardzo narażony. Pierwsze przypadki pojawiły się na początku lutego. Odbywały się tem wtedy obchody Chińskiego Nowego Roku. Spekulowano, że podczas wolnego czasu wielu Chińczyków przyjedzie do Wietnamu, Wietnamczycy odwiedzą Chiny i wirus może się szybko rozprzestrzenić. Po dwóch tygodniach świętowania rząd ogłosił zamknięte szkół na tydzień.

Pojawiło się w kilka przypadków, ale wydawało się, że sytuacja jest opanowana. Nadal nie pozwolono powrócić do szkół, w wielu miejscach sprawdzano temperatury i nakazywano nosić maski. Ruch na ulicach był mniejszy, a w oczach wielu widać było strach.

Mój czas w Wietnamie powoli dobiegał końca. Przeniosłam się do Kambodży. Po tygodniu tam pojawił się nowy przypadek zachorowania. Wcześniej oficjalnie tylko 1 osoba chora, Plotki mówiły o tym, że rząd ukrywa prawdziwą liczbę, opieka zdrowotna jest na niskim poziomie i może nikt nie robi badań, a może po prostu mieszkańców nie stać na wizytę u lekarza.

Dlaczego wróciłam do Polski?

Nowe przypadki przywieźli turyści. Po znalezieniu chorego nauczyciela angielskiego, w jeden z prywatnych szkół, zdecydowano się zamknąć wszystkie placówki w stolicy. W tym samym czasie docierały do mnie informacje o zarażeniach w Polsce. I ten dzień: zamykamy granice, jutro. Bez większego ostrzeżenia i możliwości powrotu do kraju dla wielu mających już zaplanowane loty. Mój samolot miał lądować w Berlinie. Cieszyłam się, że ta granica jest otwarta i że uda mi się wrócić. Moja radość nie trwała długo. Singapurskie linie lotnicze odwołały loty.

Był piątek. Na mojej skrzynce pojawiła się również wiadomość o odwołaniu mojego wyjazdu do pracy.

Czas się na chwilę zatrzymał. Lot odwołany, w Polsce zamykają granice, brak pracy.

Przez cały dzień piątek i sobotę szukałam opcji powrotu. Poza samym lotem sprawdzałam informacje o tym, które kraje planują zamknąć granice, a może odwołać loty, a może najrozsądniej będzie zostać, tu gdzie jestem. Te dni pełne były strachu, niepewności i ogromnego stresu. Wszystkie rozmowy na miejscu również kończyły się tematem wirusa i obawą przez zarażeniem.

wyjazd za granicę

W niedzielę podjęłam decyzję, że zostaję. W Kamboży było wtedy 7 przypadków, wszystko wskazywało, że tutaj choraba nie będzie sie rozwijać z taką dynamiką jak w Europie. Odetchnęłam chwilę i dałam sobie czas na oddech. Był on mi potrzebny. Poczułam się lepiej, ale niepewność przyszłości była tak duża, że nie mogłam spać i nadal byłam zmęczona.

Decyzję o powrocie pomógł mi podjąć kolega. On również był w Kambodży, zadzwonił i oświadczył: wracam do Europy, nie mam tutaj co robić, nie widze sensu zostawać skoro wszystko zamykają, jedziesz?

Jadę.

Decyzja o pozostaniu dała mi chwilę spokoju. Moje myśli i tak cały czas zajęte były sprawdzaniem nowych doniesień, liczby zachorowań czy działań rządu. Była niedziela. Byłam tak zmęczona, że kolejne sprawdzanie lotów doprowadzało mnie prawie do łez. Pomogli Khmerowie, zabrali na kolację, rozluźniłam się trochę. Jutro poszukam.

Poniedziałek. Wstałam rano. Otwieram stronę lotu z opcjami powrotu do kraju. Jest lot z Bangkoku. Kupuję! Lot miał się odbyć w piątek. Tego dnia podjęto decyzję o zamknięciu wszystkich szkół w Kambodży.

W okolicy w ostatnich dniach ograniczano ruch obcokrajowców. Zamykano miejsca odwiedzane przez turystów. Coraz więcej osób pojawiało się na ulicach w maseczkach. Ceny na nie wzrosły 4-krotnie. W stolicy zamykano sklepy dla turystów, pisząc informacje na drzwiach: zamknięte, gdy po khmersku tuż obok: otwarte.

Zapragnęłam być w domu. Bardzo.

Dlaczego decyzja o powrocie nie jest łatwa i dlaczego wiele osób się jednak decyduje:

  • brak możliwości podróżowania i odwiedzanie miejsc – mało istotne porównując z dbaniem o zdrowie, jednak dla niektórych był to główny cel wizyty
  • odwoływanie noclegów lub zamykanie hoteli – część miejsc noclegowych po prostu się zamknęła lub ograniczała ruch, nie przyjmując np. konkretnych narodowości,
  • ograniczone możliwości wjechania do kraju lub problemy z przedłużeniem wizy. Wietnam chyba jako pierwszy z okolicznych krajów cofnął wizy dla mieszkańców Włoch, Hiszpanii, Francji i Niemiec. Tajlandia obiecała, że nie zamknie granic, ale ostatecznie też wprowadziła ograniczenia. Moja wiza miała się kończyć za kilkanaście dni, nie miałam pewności czy zostanie mi przedłużona
  • brak możliwości powrotu do kraju. Teraz sytuacja jest trudna i nikt nie wie jak długo potrwa. Problemem mogło nie być pozostanie w danym miejscu przez np. kolejne dwa czy trzy tygodnie tylko kto jest w stanie nas zapewnić, że wtedy uda się wócić do kraju
  • ubepieczyciele wymagają opuszczenia kraju w stanie zagrożenia, w ciągu kilku dni od jego ogłoszenia, tylko co zrobić, jeśli nie ma się jak wydostać?

Bardzo trudny był dla mnie do przetrwania strach i bezsilność. Myśl, że nie mogę wrócić do kraju, że mam ograniczoną możliwość ruchów, jakbym była w ciasnym pokoju i ściany się do mnie przysuwały coraz bliżej.

Nikomu nie życzę takiego uczucia. Wiem, że wielu wciąż gdzieś utknęło, czytam o tych, którzy nie mają możliwości powrotu. Wszystkim wysyłam ogrom ciepła. Trzymajcie się.

Zobacz też: