Dziennik z podróży 1 – jadę na rok do Gruzji.

Tak dobrze przeczytaliście, jadę na rok do Gruzji.

dziennik z podróży 1

Jak to się stało i dlaczego – napiszę niedługo dokładniej, ale dziś w skrócie. Jadę na wolontariat do organizacji pozarządowej do miejscowości Rustawi. Mój projekt będzie trwał rok. Organizacja, z którą będę w tym czasie współpracować, zajmuję się aktywizowaniem dzieci i młodzieży do różnych działań na rzecz swojego rozwoju, społeczności, w której żyją i współpracy międzynarodowej.

Bardzo cieszę się z tego projektu. Wybór nie był łatwy i zorganizowanie całego przedsięwzięcia ciągnęło się w czasie i dopiero w połowie września wiedziałam na 100%, że jadę i rozpoczęłam bardzo intensywne przygotowania.

O tym, jak wyjechać na taki projekt, jak go znaleźć, wybrać, co jest zagwarantowane i kto może skorzystać – napiszę niedługo.

Przygotowując się do tego projektu, wpadłam na pomysł, że jak już będzie pewne, że pojadę, będę pisać dziennik, w którym opowiem Wam, jak wygląda życie w Gruzji, z czym musi mierzyć się wolontariusz i jak zwykle wygląda jego dzień. Dlatego też czytasz ten tekst i jest on zapowiedzią kolejnych 12. Postanawiałam, że na początku każdego miesiąca pojawi się kilka słów o tym, jak to moje życia na obczyźnie wygląda.

Liczę, że będą to dla Was ciekawe treści i pomogą z ewentualną decyzją wyjazdu za granicę na dłużej czy skorzystania z możliwości wolontariatu tak jak ja.
Chciałabym również, aby te podsumowania posłużyły mi jako wskazówka i mobilizacja do zastanowienia się czy ten projekt tydzień po tygodniu spełnia moje oczekiwania i czy może warto coś zmienić, zrobić więcej. Chciałabym mieć chwilę na refleksję czy moje działania przynoszą korzyści dla mnie, organizacji i osób, z którymi będę współpracować.

I tak wrzesień w większości minął mi na przygotowaniach. Pierwsze dni miesiąca były oczekiwaniem czy mój projekt zostanie zatwierdzony, czy też nie. Gdy pojawiła się informacja o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku, oczekiwanie przerodziło się w poddenerwowanie, stres, strach. Lista rzeczy do zrobienia wciąż się powiększała. Był moment, w którym wydawało mi się, że nie uda mi się dopiąć wszystkich spraw. Odbyłam szkolenie w Gdyni, dzięki niemu odzwiedziłam Gdańsk i morze.

 

Mniej więcej tydzień przed wyjazdem prawie wszystko było ustalone. Bilet kupiony, spotkania z rodziną i przyjaciółmi zaplanowane, ja prawie spakowana. Ostatnie dni przed wyjazdem były już bardzo spokojne, miałam wszystko dokończone, zostały ostatnie drobne sprawunki. Czułam się przygotowana i spokojna.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Jesienne promienie słońca🌞🌞🌞🌲🌲🌲

Post udostępniony przez  Marta (@przyjazne_zycie)


I tak pierwszego października przyleciałam do Tbilisi.

Zapowiada się w moim życiu i na blogu dużo zmian. Będą teraz posty pisane z podróży, pomimo że jadę do jednego miejsca na dłużej, dla mnie będzie to podróż, poznawanie nowej kultury, języka, nowych smaków. Będzie to również nauka bycia wolontariuszem, dużo obserwacji i nowych wrażeń.

Trzymajcie za mnie kciuki:)

Zapisz się też na newsletter – dzięki temu wleci do Ciebie informacja o tym, co u mnie słychać i jak mijają mi kolejne dni w tym pięknym kraju.