Jak żyje się Gruzinom przesiedlonym po wojnie w 2008 r. – wywiad z Pauliną, wolontariuszką z Tserovani.

Rozpoczynając swoją przygodę nie przypuszczałam, że wszyscy wolontariusze w okolicy będą wsparciem. Liczyłam na silne relacje z lokalnymi mieszkańcami, ale to EVSowcy (jak ich nazywamy) stali się moją rodziną. Jedna z takich osób jest Paulina. Poznałam ją w listopadzie, czyli na początku mojego pobytu w Gruzji. Jej wolontariat to zupełnie inna przygoda niż moja. Dlatego razem postanowiłyśmy powiedzieć Wam więcej o pobycie Pauliny w Tserowani. Jakie były jej zadania, dlaczego to miejsce potrzebuje wsparcia i jak wspomina swoje działania w Gruzji.

Tu więcej o EVS.

Jak żyje się Gruzinom przesiedlonym po wojnie w 2008 r. – wywiad z Pauliną, wolontariuszką z Tserovani.

Tserovani Gruzja

Paulina w Tserovani Fot. Archiwum projektu

Jak trafiłaś do Tserovani i czym się tam zajmowałaś?

To Tserovani trafiłam w ramach programu European Voluntary Service, czyli projektu Unii Europejskiej, który umożliwia młodym ludziom wyjazd do innego kraju na wolontariat i pracę w lokalnej organizacji pozarządowej. Nie miałam żadnej preferencji co do kraju wyjazdu, ale wiedziałam, że chcę pracować w organizacji działającej na rzecz uchodźców. Początkowo szukałam możliwości wyjazdu na południe Europy, gdzie jest dużo projektów z zakresu pomocy uchodźcom, rozważałam też EVS w Libanie. Ostatecznie stanęło na Tserovani, osadzie dla uchodźców wewnętrznych (IDP) z wojny rosyjsko-gruzińskiej z 2008 roku o Osetię Południową.

Tserovani Gruzja

Fot. Archiwum projektu” Włoski wieczór międzynarodowy”

Na początku sierpnia 2018 roku rozpoczęłam pracę dla organizacji For Better Future, która została założona przez mieszkańców Tserovani. Organizacja zajmuje się wspieraniem lokalnej społeczności, a przede wszystkim kobiet i młodych osób: prowadzą kursy i szkolenia z zakresu rozwoju osobistego i zawodowego, organizują różnego rodzaju aktywności dla dzieci i młodzieży, a nawet tworzą nowe miejsca pracy w prowadzonych przez siebie małych przedsiębiorstwach społecznych.

Moim zdaniem było wspieranie organizacji w bieżących projektach oraz inicjowanie własnych działań na rzecz lokalnej społeczności. W moich działaniach skupiłam się głównie na pracy z dziećmi i młodzieżą, bo ze względu na barierę językową z nimi łatwiej było mi nawiązać kontakt (dzieci mówią po angielsku lepiej niż ich rodzice). Poza tym miałam już wcześniejsze doświadczenie w tzw. youth work. Metodą prób i błędów sprawdzałam jakie aktywności spodobają się najbardziej. Chyba największym sukcesem okazał się projekt, który nazwałam „Wieczory Międzykulturowe” (Intercutlrual Evenings). Na każdym spotkaniu wspólnie z dzieciakami poznawaliśmy różne kultury i kraje m.in. Włochy, Wietnam, Niemcy, Japonię, Izrael, Belgię. Na większości z tych wieczorów mieliśmy gościa specjalnego z danego kraju, który opowiadał o swoim kraju, uczył alfabetu lub prostych zwrotów w swoim języku i odpowiadał na pytania uczestników. Oprócz tego graliśmy w gry, rozwiązywaliśmy quizy, wspólnie gotowaliśmy potrawy z różnych krajów lub próbowaliśmy tamtejszych przysmaków. Poprzez zabawę chciałam pokazać inne kultury i zwyczajów. Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się rozbudzić ich ciekawość świata, a przede wszystkim otwartość na innych ludzi.

Tserovani Gruzja

Fot. Archiwum projektu: „Izraelski wieczór międzynarodowy”

Kim są IDP? I czym różnią się od uchodźców?

To jest bardzo ważne pytanie, bo wiele osób nie dostrzega tej różnicy. IDPs, czyli Internally Displaced Persons (osoby wewnętrznie przemieszczone) to osoby, które – podobnie jak uchodźcy – na skutek wojny lub katastrofy naturalnej musiały opuścić swoje domy. Od uchodźców różnią się tym, że przemieszczają się w obrębie swojego własnego kraju, uchodźcy przekraczają przynajmniej jedną międzynarodową granicę.

Na wielu płaszczyznach sytuacja tych obu grup jest podobna – i jedni i drudzy muszą opuścić swoje domy, często bardzo nagle, zabierając tylko kilka niezbędnych rzeczy osobistych. Z racji tych podobieństw IDPs bywają nazywani „uchodźcami wewnętrznymi”. Ich sytuacja jest o tyle „lepsza”, że wciąż są w swoim kraju, więc nie muszę przechodzić procedury uchodźczej, mówią w tym samym języku co lokalna społeczność itd. Z drugiej zaś strony, w odróżnieniu od uchodźców, nie podlegają tak szerokiej ochronie międzynarodowej i rzadziej mogą liczyć na pomoc międzynarodową, bo co do zasady to ich własny kraj zobowiązany jest do zapewnienia im schronienia i udzielenia wsparcia. W przypadku Gruzji takie wsparcie polegało między innymi na zapewnieniu zakwaterowania w osadach takich jak Tserovani.

Ile jest takich osad w Gruzji i ile mieszka w nich ludzi?

Takich miejsc jak Tserovani jest kilkanaście w Gruzji i w sumie mieszka w nich około 18 tysięcy osób. Tserovani jest największe – mieszka tu około 8 tysięcy osób w ponad 2000 domach. Pozostałe osady są mniejsze, zazwyczaj jest to od 50 do 300 domów. Zlokalizowane są przede wszystkim w okolicach Gori albo w regionie Mtskheta-Mtianeti, czyli w pobliżu z granicą okupowanej Osetii Południowej.

Tserovani

Osady takie jak Tserovani to nie jedyny sposób zakwaterowania IDPs – wiele osób mieszka w tzw. collective centers zlokalizowanych w byłych sanatoriach, akademikach czy po prostu blokach mieszkalnych. Część osób zamiast lokalu wybrała wsparcie finansowe, dzięki niemu mogła kupić mieszkanie na wolnym rynku (często biorąc dodatkowo na ten cel także kredyt).

Ogółem wszystkich uchodźców z wojny w 2008 roku jest około 20-30 tysięcy, ale to nie wszyscy uchodźcy wewnętrzni z Gruzji. Jeszcze większą grupę stanowią IPDs z wojny o Abchazję z początku lat 90-tych – jest ich około 270 tysięcy. Niestety ich sytuacja mieszkaniowa jest dużo gorsza, często mieszkają w tragicznych warunkach przy których domki w Tserovani jawią się luksusami.

Tserovani

Jakie są warunki życia w Tserovani?

To oczywiście zależy do czego je porównywać. Często są lepsze niż warunki życia w małych gruzińskich wioskach, bo w Tserovani każdy dom ma toaletę i bieżącą wodę wewnątrz domu. Jeśli jednak porównywać je z warunkami życia przeciętnego Polaka to jest tu ciężej. Przede wszystkim domy w Tserovani były budowane bardzo szybko, 2002 domy powstały w 3 miesiące. Z tego powodu nie są ona najlepszej jakości np. nie mają dobrej izolacji, co powoduje, że zimną jest w mieszkaniu bardzo chłodno i ciężko je ogrzać. Kiepska wentylacja powoduje, że często w domach pojawia się wilgoć i grzyb.

Dzisiaj Tserovani wizualnie przypomina normalne miasteczko, ale kiedy mieszkańcy wprowadzili się 10 lat temu nie było tu nic poza rzędami identycznych domów z czerwoną dachówką. Nie było żadnych drzew, ulice i sklepy dopiero powstawały. Przez ostatnie lata mieszkańcy własnymi siłami bardzo zmienili oblicze Tserovani – teraz prawie każdy dom ma taras i ogród, wiele z nich zostało przebudowanych i powiększonych. Oprócz wielu małych, rodzinnych sklepików funkcjonują tu również bank, zakłady fryzjerskie, gabinety dentystyczne, apteki, sklepiki odzieżowe, piekarnie i inne małe punkty handlowo-usługowe. Są też szkoła, przedszkole, dom kultury, dom młodzieżowy i centrum sportowe. Niestety wspominane miejsca nie są w stanie zapewnić miejsc pracy dla wszystkich mieszkańców Tserovani. Między innymi dlatego moja organizacja goszcząca stworzyła przedsiębiorstwo społeczne Ikorta, które zajmuje się produkcją tradycyjnej gruzińskiej biżuterii i daje zatrudnienie 10 osobom z lokalnej społeczności.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem podczas tego projektu?

Trudne pytanie… Na pewno wspomniana bariera językowa. Ale oprócz niej było wiele wyzwań, które mogłabym określić wspólnym mianem „różnice kulturowe”. Na przykład: w Gruzji żeby zaprosić ludzi na organizowane wydarzenie nie wiesza się plakatu, bo to nie działa. Każdego trzeba zaprosić osobiście, inaczej ludzie nie przyjdą. Z czasem było łatwiej, bo dzieci, z którymi pracowałam zaczęły zapraszać mnie do grona znajomych na Facebooku, dzięki czemu ja mogłam łatwo powiadomić ich o nowych aktywnościach. Inne jest też kultura pracy w Gruzji, daleka od europejskiego „od 9.00 do 17.00”. Tutaj życie zawodowe i osobiste bardzo się przenika, dzięki czemu w biurze panuje miała domowa atmosfera, ale z drugiej strony nie do końca wiadomo kiedy dzień pracy się kończy, a kiedy zaczyna. W ciągu dnia nikt się nie śpieszy, jest na wszystko czas. Przerwa na lunch trwa długo i spędzana jest na wspólnym gotowaniu i jedzeniu. To było bardzo miłe, ale jednocześnie często miałam poczucie, że cały dzień byłam w biurze, a niewiele zrobiłam i rodziła się we mnie frustracja. Dostosowanie się do tego rytmu zajęło mi dużo czasu.

Tserovani Gruzja

Fot. Archiwum projektu: „Japoński wieczór międzynarodowy”

Jak wspominasz swój projekt w Gruzji? I komu go polecasz?

Projekt w Tserovani był dla mnie jednym z najważniejszych i najciekawszych etapów w moim życiu. Z pewnością te 10 miesięcy bardzo mnie zmieniło. Teraz patrzę na wiele spraw zupełnie inaczej. Myślę, że dla większości osób z mojego pokolenia mieszkających w Europie wojna jest czymś zupełnie abstrakcyjnym i znanym tylko z lekcji historii. Wiemy, że wojny były i miały negatywne następstwa, ale tak naprawdę nie rozumiemy jak wielką są tragedią. Mieszkanie wśród ludzi, którzy wojnę przeżyli i wciąż ponoszą jej dramatyczne skutki sprawiło, że bardziej doceniam pokój w jakim mam szczęście teraz żyć.

Tserovani Gruzja

Fot. Archiwum projektu: „Wietnamski wieczór międzynarodowy”

Udział w EVS polecam każdemu, kto chciałby zrobić coś dobrego dla innych. Jednak przede wszystkim chciałabym polecić osobom, które są bliżej górnej granicy wiekowej EVS czyli bliżej 30 roku życia. EVS jest odpowiedni nie tylko dla osób świeżo po studiach, które nie wiedzą co dalej robić ze swoim życie, ale może być ciekawą opcją także dla tych którzy mają już bardziej ustabilizowane życie zawodowe czy rodzinne. Dla mnie ten wyjazd był doskonałą okazją do przerwy od monotonii pracy w biurze i zebrania nowej energii. Pracując w Gruzji nauczyłam się również wielu rzeczy których w mojej dotychczasowej pracy nie miałabym okazji się nauczyć – pracy w odmiennym kontekście kulturowym, współpracy w międzynarodowym zespole czy radzenia sobie z różnicami kulturowymi.