Jazz Cafe Singer

Godzina 21. Powinno się zacząć. Nic się nie dzieje. Patrzysz na zegarek, mijają kolejne minuty. 21.15 dalej nic. Kilka minut później w głównym punkcie zaczyna się jakiś ruch. Najpierw przechodzi jedna osoba, potem druga. Podchodzą do instrumentów. Przestawiają, sprawdzają. Zdejmują okrycia wierzchnie, biorą coś do picia i zajmują swoje miejsca.

jazz cafe singer

Byłam w tym lokalu kilka razy. Za każdym razem jest inaczej. W weekendy trudno tu o wolny stolik – lepiej zarezerwować. W tygodniu raczej bez problemu. Jednak i tak zazwyczaj miejsca są zajęte.

Pierwsze dźwięki zazwyczaj są dość mocne, może trochę chaotycznie. Tu muzyka łączy się z głośnymi rozmowami, dźwiękami talerzy, szklanek i sztućce uderzające o siebie podczas serwowania i spożywania potraw. Tu nikt nie przejmuje się, że muzykom może przeszkadzać taki miszmasz, a oni nie zwracają uwagi na panujący wokół rozgardiasz. Dzięki temu w środku tworzy się niesamowity klimat połączenia jazzu, rozmów, poprostu swoboda.

Z każdymi kolejnymi nutami, z każdym kolejnym utworem mam wrażenie, że zaczyna panować w muzyce i nastrojach większy luz. W środku jest tylko 10 stolików. Raczej małych takich na dwie osoby, tych większych jest o wiele mniej. Wszyscy siedzą jakby razem, blisko siebie, ale nikt nie czuje się skrępowany. Na tej niewielkiej powierzchni dzieje się naprawdę dużo dobrego muzycznie.

Jazz Café Singer, bo o tym miejscu tu piszę, znajduje się na Starym Mieście w Tbilisi. Początkowo wydawało mi się, że nazwa oznacza po prostu śpiewaka, teraz już wiem, że ma silne połączenie z maszynami do szycia Singer, które zdobią wnętrze w bardzo nieoczywisty sposób. Bardzo trudno jest mi jednym słowem określić to miejsce, bardzo pasuje mi tu angielskie „cozy”, przytulne, z atmosferą, z bardzo dobrym klimatem i dodatkowo co dzień grana jest tu muzyka na żywo.

Panuje zima, więc teraz każde otwarcie drzwi w ty niewielkim lokalu powoduje, że zimne dreszcze przechodzą po plecach. I gdy przez dłuższy czas czuć to zimne powietrze odwracam się, by sprawdzić, czy może ktoś nie zapomniał zamknąć drzwi, ale nie są zamknięte. Zauważam wtedy, że okna to odporne drzwi, na zewnątrz stoją stoliki. Jak tu musi być cudownie, gdy latem są otwarte i muzyka przyciągają przypadkowych przechodniów, a jednocześnie tworząc niepowtarzalny klimat mieszanki: muzyki jazzowej, dźwięków ulicznych, rozmów…