Jechałam autobusem do Lwowa – cóż to był za sen

Przyśniło mi się, że jechałam do Lwowa ukraińskim autobusem. Co to był za sen! Nie mogę uwierzyć!

Ile kosztuje bilet do Lwowa?

Wysiadam na dworcu w Przemyślu rozglądam się i szukam transportu do Lwowa. Dostrzegam stary autobus z tabliczką Lviv. Podchodzę, pytam kiedy odjeżdża i ile kosztuje. Właśnie odjeżdzamy, bilet 25 zł, mamy jeszcze miejsce. Decyzja zapada szybko. Pakuję plecak do luku bagażowego i zasiadam na jedym z pierwszych miejsc, które ustępuje mi kobieta – prawa ręka kierowcy i bileter. Widzę, że inny pasażer płaci za bilet dwie dychy. Zaskoczona, że mam zapłacić więcej, oświadczam, że też daję dwie i kropka. Nie ma protestu, więc siadam.

Lwów

Ile tu koszyków

Siedzę na pierwszym miejscu przy przejściu, po drugiej stronie, tuż za kierowcą siada moja towarzyszka podróży. Obok niej na siedzeniu leży ogromny czarny worek. Odwracam się, na końcowych fotelach autobusu, pod sam sufit umieszczone są małe wiklinowe koszyki. Wypełniają cały tył. Ułożone są na styk, mam wrażenie, że jak ruszysz jeden reszta posypie się jak domek z kart. Ruszamy, a koszyczki ani drgną. Obok mnie siedzi Ukrainka, cały czas rozmawia z kobietą zbierająca pieniądze za bilety, świergoczą, oczywiście po ukraińsku, co nieco rozumiem, albo tak mi się tylko wydaje. Uśmiecham się i rozsidam wygodnie. Jedna z kobiet proponuje wypić trochę, druga początkowo protestuje, ale za chwile trzyma w ręku kubeczek i obie piją trunek do dna. Wesoło wymieniają się opiniami z kierowcą. Od miasta do granicy droga mija szybko. Zatrzymujemy się przez przejściem graniczym. Nikt nie jest w stanie mi powiedzieć ile czasu będziemy czekać. Jest bardzo gorący letni dzień. Męczy mnie choroba lokomocyjna. Do miasta mamy jeszcze kawałek. Proszę by otworzono mi luk bagażowy, bym mogła sięgnąć leki. Kobieta wyskakuje z autobu z łomem w ręku. Podważa drzwi od schowka, które otwierają się łagdnie pod naporem narzędzia.

Proszek do prania, kartonowe pudła i parówki

Czekamy na granicy. Widać, że kierowca jest obeznany i to nie pierwszyzna to dla niego. Chodzi gdzieś, rozmawia. Po chwili mijamy inne auta i dojeżdżamy do budki strażniczej. Najpierw polski patrol wkracza do autobusu. Wchodzą, sprawdzają wyrywkowo paszporty, a moje sąsiadki, pasażerki, za plecami pani strażniczki przechylaja kieliszeczki znów do dna i szybko je chowaja by nie wzbuzać podejrzeń. Przejeżdżamy kawałek dalej tym razem wkraczaja na pokład mundurowi ukraińscy. Znów spacerek po autobusie, przygladaja się zalegającym z tyłu koszykom wiklinowym, spadną czy nie – zastanawiam się. Nic się jednak nie dzieje. Dostajemy nasze paszporty z wbitą datą wjazdu i jedziemy dalej. Zatrzymujemy się na pobliskiej stacji beznynowej. Dwóch pasażerów jedących z nami tuż przed przystankiem zaczyna kręcić się po autobusie. Zaskoczona jestem, spod mojego siedzenia wyciągja dwa ogromne pudła proszku do prania, spod innych siedzeń czarne worki, i masę zwykłych kartonów. Dowiaduję się też, że czarny worek zalegający na siedzeniu obok wypełniony jest z parówkami. Zatrzymujemy się, w ciagu kilku minut panowie wypakowują wszystkie paczki z autobusu do czekajacego na nich samochodu. Dzieje się to tak szybko, że trudno mi jest się połapać co skąd się wzięło.

A to żartowniś

Ruszamy dalej. Po przekroczeniu granicy w autobusie panuje bardzo wesoła atmosfera. Kierowca opowiada różne historie a ja się uśmiecham udając, że wszystko doskonale rozumiem. Naprawę wydaje mi się, że rozumiem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Pokazując i demonstrując różne rzeczy kierowca przekonuje mnie, że jest ogromnym żartownisiem. Ma kolegę, który pracuje jako mechanik w zajezdni tramwajowej. I ten na jego prośbę zainstalował mu w autobusie dzwonek tramwajowy, który kierowca wykorzystuje nagminnie. Przyznaje się, że najbardziej lubi sobie żartować z ludzi na ulicy. Wiesz – mówi – lubię podjeżdżać bardzo blisko do pojazdów przede mną, najlepiej do motorów, i w szczególności, na ulicach gdzie nie jeżdżą tramwaje i dzwonić. O patrz na tych dwóch – podjedża, blisko, i dzwoni: drrrryyyyyńńń. I sprawdza ich reacje. A oni się odwracają i szukają tramwaju, gdy znów nie patrzą, słychać kolejne dryyyyyńńńńńń.

Budzę się, a moim sennym dryyyyńńńń jest dźwięk budzika. Cóż za dziwny był to sen…